Aktualności

Gdy­by człowiek wie­dział jak Bóg go kocha, umarłby ze szczęścia. Jan Vianney

Pielgrzymka do Nysy – miasta błogosławionej Marii Luizy Merkert

24 listopada 2007 r. mieliśmy okazję przeżyć kolejną – pozytywnie wpływającą na rozwój ducha, intelektu i ciała – pielgrzymkę. Brały w niej udział 53 osoby: marianki, ministranci, lektorki i ksiądz.

Wyruszyliśmy o godz. 9.00 z pod plebanii. Autostradą a poźniej przez Niemodlin dotarliśmy do Nysy. Rozpoczęliśmy od modlitwy i zwiedzania kościoła pw. św. Elżbiety Węgierskiej, w którym posługę duszpasterską pełnią Ojcowie Franciszkanie.
Kościół – jak opowiadał nam jeden z franciszkanów – jest stylu neoromańskiego. Niezwykle piękny, bogato wyposażony, zbudowany z wielkim rozmachem. Od kościoła przeszliśmy na mały wodospad z ogromnymi wirami rzeki Nysy Kłodzkiej.

Następnie autokarem udaliśmy się do najważniejszego punktu naszej pielgrzymki – do Katedry Nyskiej pw. św. Jakuba Apostoła i św. Agnieszki. Tam – w jednej z kaplic bocznych – spoczywają doczesne szczątki błogosławionej Marii Merkert, zwaną też „Śląską Samarytanką”, „Matką wszystkich” lub „Matką ubogich”. Żyła w latach 1817-1872 w Nysie. Po ogólnym zapoznaniu się z jej życiem i działalnością, po modlitwie i ucałowaniu relikwii Błogosławionej zwiedzaliśmy katedrę. W niej 25.10.1992 r. przyjąłem z rąk ks. bpa Alfonsa Nossola święcenia diakonatu. Po zapoznaniu się z wnętrzem katedry wyszliśmy, by podziwiać i poznawać ją na zewnątrz wraz z stojącą tuż obok, wiecznie niedokończoną, chylącą się wieżą.

Później udaliśmy się pod budynki byłego pałacu biskupów oraz kościół Wniebowzięcia NMP. Z tego względu, że czekały już na nas siostry Elżbietanki czas oprowadzania ograniczyliśmy do minimum i rozpoczęliśmy wizyte w pięknym klasztorze sióstr, których założycielką była właśnie błogosławiona Maria Merkert. Przyjęto nas bardzo serdecznie. Jedna z sióstr przełożonych zaprowadziła nas do pięknej klasztornej kaplicy i rozpoczęła ciekawą prelekcję na temat błogosławionej założycielki. Jednocześnie oglądaliśmy przeźrocza i słuchaliśmy nastrojowych melodii. Po katechezie siostra zabrała nas do muzeum klasztornego, gdzie mogliśmy także nabyć rożne pamiątki, a później zaprowadziła nas do jadalni gdzie czekały na nas gorąca herbatka i barszcz. Jedliśmy to co każdy miał ze sobą. Po pożegnaniu z siostrami poszliśmy w kierunku byłego seminarium duchownego. Po drodze zatrzymaliśmy się przy kościółku Matki Bożej gdzie kiedyś przed i po polowaniu myśliwi odprawiali nabożeństwa błagalno-dziękczynne.

W kościele seminaryjnym pw. św. Piotra i Pawła czekał już na nas ksiądz Wikary. Bardzo barwnie opowiadał nam o tym kościele, stylu barokowego. Niewątpliwie jest to „perełka diecezji”. Spędziłem w nim na modlitwie 5 i pół roku jako kandydat do kapłaństwa. Dzisiaj seminarium jest w Opolu. Po modlitwie i zwiedzaniu kościoła udaliśmy się w kierunku autobusu podziwiając po drodze obiekty byłego seminarium od zewnątrz. Dalej – podjechaliśmy pod „nyskie forty”. Chodzi o bunkry z czasów II Wojny Światowej. Tutaj było wiele różnych, czasem mrożących krew w żyłach niespodzianek, o których wolę nie pisać. Jednak wszyscy – po zwiedzeniu fortów, a zwłaszcza jednego z dostępnych jeszcze bunkrów – szczęśliwie wróciliśmy do autokaru. Ostatnim punktem pielgrzymki było obejrzenie sztucznego jeziora nyskiego, który pełni funkcję zbiornika przeciwpowodziowego. Podziwialiśmy ogromną – regulowaną tamę, niebezpieczne wiry i z trwogą wspominaliśmy trzy zatopione przy budowie zbiornika parafie. Do naszej parafii wracaliśmy przez Białą Prudnicką, Krapkowice i Górę św. Anny. Było naprawdę wspaniale. W domu byliśmy ok. godz. 17.00.

Wdzięczni Bogu i błogosławionej Marii Merkert za wszystkie łaski – ks. Proboszcz i młodzi parafianie. fot. Patrycja Niesłony

2 7 12 23 21 13 6 17 4 11 5 20 1 19 15 14 22 18 8 24 16 3 10